2015/07/04

#52 Piękne wierzchowce i przystojni mężczyźni...

Pewnie słyszeliście o najnowszej produkcji Sparksa? "Najdłuższa podróż" chyba nawet zdążyła wyjść z kin, ale za to weszła na darmowe (i mniej darmowe) portale do oglądania filmów online. Sama niedawno skusiłam się na obejrzenie jej, wypożyczyłam nawet książkę, ale trochę się bałam. Na szczęście moje obawy były niesłuszne. Ale czy wiedzieliście, że Niemcy również potrafią tworzyć dobre filmy o koniach. Przekonałam się o tym kilka dni temu, kiedy zainteresował mnie film "Ostwind". Niestety, nie ma polskiej wersji...


"Najdłuższa podróż" to: opowieść o miłości, przeznaczeniu, zrealizowanych i niespełnionych marzeniach, śmierci i tajemnicach, złożona z dwóch wątków, które splatają się w nieoczekiwanym momencie. W pierwszym z nich oglądamy starszego pana, który po wypadku samochodowym zostaje uwięziony we wraku i w oczekiwaniu na pomoc wspomina całe swoje dotychczasowe życie, wypełnione miłością do nieżyjącej już żony. Drugi z wątków to opowieść o studentce historii sztuki, zakochanej w młodym kowboju z rodeo, który musi wrócić na arenę po ciężkim wypadku, by ratować rodzinne ranczo. Ira lata swojego najlepszego życia pozostawił w XX wieku. Sophie, która razem z Lukiem uratowała go z samochodu po wypadku, codziennie przychodzi i czyta jego listy do żony, przeżywając razem z nim jeszcze raz całe jego życie. Sama zmaga się ze swoim uczuciem do Luka. Jest to miłość niełatwa, bowiem chłopak za nic nie porzuci ujeżdżania byków, a dziewczyna z całych sił pragnie pracować w galerii sztuki. Sami zdecydują, czy o tę miłość warto walczyć.
Moje obawy dotyczyły narracji i tych dwóch historii. Byłam przekonana, że akcja będzie skakać z jednej pary na drugą. A jednak twórcom (być może zainspirowanym książką - to się okaże) udało się pięknie to połączyć. To sprawia, że historia Iry i Ruth wysuwa się na czoło i to ona odgrywa najważniejszą rolę pokazując nam, jak silna może być miłość dwojga ludzi, mimo wielu przeszkód stojących im na drodze. Historia Sophie i Luka jest do niej podobna, choć na ich drodze stoją własne ambicje i cele, które zależą tylko od nich. Przekonają się wkrótce, że jeden przypadkowo kupiony obraz, zupełnie bez wartości, odmieni zupełnie ich życie.

Film jest po prostu świetny. Nie brakuje momentów, w których się wzruszamy. Sama jakieś pięć razy powstrzymywałam łzy. Obie miłości nie są łatwe, a jednak jakoś im się udaje dalej brnąć. Zaskoczyła mnie rola pięknej Britt Robertson, którą kojarzycie może z filmu Disneya "Liceum Avalon", a także z najnowszego filmu tejże wytwórni "Kraina jutra". Te filmy zupełnie różnią się od "Najdłuższej podróży". Jednak Britt pokazuje, że w filmie Sparksa też potrafi zagrać. Byłabym ślepa, gdyby moja uwaga nie zwróciła się również na to mega ciacho, które zagrało Luka, czyli Scotta Eastwooda. Jego osoby nie kojarzę w ogóle z żadnych filmów. A tutaj pokazał się z jak najlepszej strony. Nic tylko patrzeć i wzdychać...
Trochę żałuję, że w "Najdłuższej podróży" jest tak naprawdę tylko jedna scena z końmi. Wszystko sprowadza się do byków i historii Iry, co było pewnym zawodem. Liczyłam na więcej moich ukochanych zwierząt...

Wiem, że dużo osób będzie psioczyć, że "najpierw książka, a potem film". A **** prawda! Wolę zmarnować dwie godziny, żeby przekonać się, że film jest cudowny (a skoro on, to i książka), niż marnować kilka dni na przeczytanie książki, która może nie okazać się taka super. Ale gdybym obejrzała film wiedziałabym, że ta historia nie jest warta zachodu... A czasem po prostu łatwiej zobaczyć film niż przeczytać książkę. A moim przypadku wtedy najczęściej jeszcze wzrasta ochota na książkę, nad którą przedtem się wahałam. I tak też było teraz. Więc nie marudzić, tylko słuchać swojego rozumu, a nie regułek książkoholika. Chcesz to rób!
"Wicher" zaś jest o 14-letniej Mice, która nie zdaje do następnej klasy. Rodzice wysyłają córkę do babci, by pomogła jej w pracach na farmie. Dziewczyna jednak bardzo niechętnie i bez entuzjazmu podchodzi do nowego otoczenia i swoich obowiązków. Pewnego dnia, uwagę jej przykuwa dziki ogier w stajni, który uważany za nieposkromionego nie pozwala nikomu zbliżyć się do siebie. Mika postanawia spróbować swojego szczęścia i zakrada się nocą do boksu w stajni... Dziewczyna pragnie ze wszystkich sił pokazać innym, że Wicher jest najlepszym koniem, trzeba jedynie odpowiednio do niego podejść. Pomaga jej w tym Sam oraz jego dziadek Kaan.

Kiedy zobaczyłam zwiastun drugiej części tego filmu, jeszcze nie wiedząc, że to druga część, od razu rzuciłam się na poszukiwania go w internecie. Okazało się, że jedyna dostępna bez logowania i płacenia wersja jest po niemiecku, z angielskimi napisami. Ale co stoi na przeszkodzie uczennicy klasy dwujęzycznej? Włączyłam szybko i zatraciłam się w tym niesamowitym filmie.

Do tej pory nie przepadałam za niemieckimi filmami. Jedynie "Baśnie braci Grimm" wypadały fajnie. Aż do teraz, bo "Wicher" to po prostu arcydzieło. Z początku sceptycznie podchodziłam do aktorki grającej Mikę. Hanna Höppner wydawała mi się bardzo niezdarną aktorką, ale potem okazało się, że świetnie odgrywa rolę dziewczyny, która się buntuje, kiedy babcia zamyka ją w pokoju i każe się uczyć, a wokół rozchodzą się dźwięki stajni. Rudowłosa dziewczyna pięknie pasuje do czarnego rumaka z białym kosmykiem na grzywie.
Każda dziewczyna zawiesi również oko na Marvinie Linke, czyli Samie. Chłopak jest taki słodki i uroczy, że to nie do pomyślenia! To, w jaki sposób się uśmiecha, jak marszy czoło, bardzo przypomina Thomasa Sangstera. Podobnie jak Thomas, Marvin nie wygląda na swój wiek (23 lata!). Trochę szkoda, że nie było go więcej w tej części i że nie mogliśmy zobaczyć go w siodle, mam nadzieję, że to się zmieni w kolejnej części.

Soundtrack tego filmu jest po prostu magiczny. Nie tylko piosenki, ale również utwory instrumentalne są genialne i od samego początku dawałam maksimum punktów za muzykę. Wystarczy posłuchać fragmentu, a można się zakochać. To samo mogę powiedzieć o scenerii i pięknych widokach. Krajobrazy, stajenne widoki - to wszystko budzi we mnie najpiękniejsze uczucia. Przypomina mi się trochę pewna gra, w którą kiedyś z zapamiętaniem grałam...

Tak więc wybierzcie coś dla siebie! Jeżeli jesteście miłośnikami koni, to "Wicher" z pewnością się Wam spodoba. Jest to dużo lepsza wersja Flicki, z młodszymi bohaterami i innym tłem. Natomiast jeśli wolicie film romantyczny, bez większego udziału koni, "Najdłuższa podróż" jest dla Was. A ja tymczasem czekam na kolejną część "Wichru"...

Ostwind, Katja von Garnier, Kristina Magdalena Henn, Niemcy, 2013
The Longest Ride, George Tillman Jr., USA, 2015

4 komentarze:

  1. Też uwielbiam konie, ale dobrze wiedzieć, że w Najdłuższej podróży jest ich nie wiele, nie będę marnowała czasu na film... o Wichrze nie słyszałam, może się skuszę, angielskie napisy mi wystarczą :) Piękne zdjęcie z filmu, to z Miką śmigającą na WIchrze *o* Lubię takie historie, zdecydowanie za mało jest produkcji z końmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, za mało :) Szczególnie takich jak "Wicher", w którym pokazane są jak najbardziej naturalne metody treningu, skonfrontowane z tymi panującymi w każdej stadninie. Doprawdy piękne :)

      Usuń
  2. Uwielbiam konie. Zawsze chciałam się nauczyć na nich jeździć, ale niestety na razie mi się to nie udało.

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!