2015/07/03

208. Krwawa hrabina - Tara Moss

Pandora English otrzymuje propozycję zamieszkania w Nowym Jorku od ciotki, której nigdy nie znała. Dziewczyna od lat marzy o karierze dziennikarki i z ochotą decyduje się wyrwać z małego miasteczka. Rusza na podbój wielkiego miasta, miasta które nigdy nie śpi, a które pełne jest niespodzianek. Już od samego początku postać Celii budzi u niej mieszane uczucia. Choć kobieta jest bardzo miła dla niej, niepokojący jest jej wygląd, a także ciekawe zachowania. Wkrótce Pandora otrzymuje pracę w czasopiśmie "Pandora" i nawet otrzymuje swoje pierwsze zlecenie. Przy okazji poznaje przystojnego dziennikarza, a także zostaje wmieszana w mroczne tajemnice Nowego Jorku, których nikt nie chciałby poznać.


Muszę zacząć od sprawy, która z fabułą i książką nie ma żadnego związku. A przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Moje pierwsze spotkanie z pozycjami wydawnictwa Vesper przewidywałam jako bardzo ciekawe. Nigdy nie miałam o nic zastrzeżeń do żadnego wydawnictwa. W końcu to nie ich wina, że książka się mi nie spodobała. Żebyście widzieli moje zdziwienie, kiedy otworzyłam książkę na stronie 33 której.... nie było! Okazało się, że w moim egzemplarzu brakuje aż dwóch rozdziałów. I może urwany róg jednej kartki wskazywałby na to, że strony mogłyby zostać wyrwane, ale nie ma po tym ani jednego śladu! Książka została posklejana w takiej wybrakowanej wersji. Powiedzcie, czy to nie odpycha człowieka od wydawnictwa? Pierwsze spotkanie i już takie... Oczywiście brak 30 stron przeszkadzał mi w lekturze. Książka do grubych nie należy, a te strony miały znaczenie dla fabuły...

No cóż, musiałam przełknąć ten fakt i brnąć dalej, nieświadoma tego, co wydarzyło się na tych stronach. W czasie lektury wyczuwałam bardzo subtelny klimat "Diabeł ubiera się u Prady". Przyznam, że widziałam ten film kilkukrotnie, ale nigdy do końca. Aczkolwiek stworzenie podobnej scenerii w książce "Krwawa hrabina" bardzo mi się spodobało. Wkroczyliśmy dopiero na próg świata mody, co pozostawiło u mnie niedosyt. Zdecydowanie wszystko podziało się za szybko.

Tara Moss rzuca nowe światło na świat istot nadnaturalnych. Znowu Nowy Jork, znowu wampiry, ale wszystko już zupełnie inaczej. Tym razem panują tu inne zasady, a nieumarli bohaterowie mają zupełnie inne cele w życiu. A raczej jego braku. Moss pokazuje, że pomyły na wykorzystanie wampirów w książkach jeszcze się nie skończyły, a ona ma kilka trików w zanadrzu.

Nigdy nie wierzyłam napisom na okładkach. Śmiałam się z nich bardzo często. Jednak zawsze jest coś zachęcającego w słowach "wyszukany dowcip" i trzymałam się tego, kiedy zaczynałam lekturę. I kiedy ją kontynuowałam też. Obiecano mi coś, a potem tego nie dano. Nie lubię takich sytuacji. Dlatego właśnie nie wierzę takim napisom. "Wyszukany" dowcip Tary Moss był najwyraźniej zbyt wyszukany jak na dowcip. W ciągu całej książki zaśmiałam się zaledwie kilka razy i nie było to salwy śmiechu, a jedynie krótkie parsknięcia. Być może nie zrozumiałam żartów...

Zupełnie inaczej czyta się książki, w których akcja pędzi od początku do końca, a inaczej te, w których nabiera tempa dopiero pod koniec. "Krwawa hrabina" zalicza się do tej drugiej kategorii. Odnosiłam wrażenie, że wszystko toczy się jednym rytmem, żeby pięćdziesiąt stron przed końcem przyspieszyć na chwilę. Wydarzyło się coś, co nie do końca było mocne, ale najwyraźniej takie miało być i koniec. W dodatku słowa "najprawdopodobniej jest martwy" zamiast łamać kobiece serca, jedynie wywołały u mnie słowa "o nie, to o czym będzie kolejna część?". Bo wedle tych słów, wątek romantyczny właśnie szlag trafił. A raczej wampir.

Generalnie, wyczuwa się w powietrzu, że autorka mogła się bardziej rozwinąć, pisząc tą książkę. I z jednej strony dobrze by było, żeby tak zrobiła, a z drugiej dziękuję jej, że jednak poszła swoją drogą i zmieściła wszystko w niecałych 300 stronach. Bo nie wiem, czy wytrzymałabym z tym wszystkim dłużej. Tara Moss wypchała tą książkę, choć tego się nie czuje. Sceny, przy których ciarki miały nam biegać po plecach, wydają się tandetne, oklepane. Zakochiwanie się w duchu, który miał rodzinę, żonę, dziecko, a w dodatku mówi jakimś staro-amerykańskim angielskim? Mam wrażenie, że Moss chciała jakoś dodać dreszczyku, bo z wampirami jej nie wyszło.

Podsumowując, "Krwawa hrabina" to książka, którą czyta się szybko i dobrze, że tak jest. Nie jest to wybitna literatura, ale jak na powieść dla młodzieży, zdaje egzamin. W końcu większość osób uważa, że skoro "Zmierzch" zadowolił nastolatków, to po co się starać? Rzućmy im ochłapy tego, co dostaną "dorośli". A potem nastolatki sięgają po "Greya" i marudzą przy ekranizacji, bo nikt nie wskazuje im wartościowej literatury. "Krwawa hrabina" jest czymś dla osób, które chcą czegoś nowego, ale nie czegoś, co ich porwie i złamie im serca, bo Jace znowu umarł, a Clary jest porwana.

Wyszło ostro? Trochę sarkazmu Wam dzisiaj nie zaszkodzi. Ta książka odchodzi już u mnie w niepamięć. Ledwo pamiętałam, jak nazywa się główna bohaterka. Więc: czytacie na własne ryzyko.

Okładka książki Krwawa hrabina

Moja ocena: 7/10
Wyzwania: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu

Tytuł oryg.: The Blood Countess
Seria/cykl: Pandora English #1
Tłumaczenie: Paulina Henska
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 300
Gatunek: paranormal romance, fantastyka, powieść młodzieżowa
Cena detaliczna: 35,90 zł
Kupisz: aros.pl
Data wydania: 2013

8 komentarzy:

  1. Nawet bym się zainteresował, ale... No właśnie, ale "paranormal ROMANCE" - jakoś nie mogę ich przetrawić. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, to juz nie dla mnie. Ten gatunek staram sie omijac, przejadl mi sie, a opis tej ksiazki nie porwal mnie na tyle, by zrobic wyjatek. Do tego ta sprawa z brakiem stron - kiepsko, kiepsko. Podziekuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! Nominowałam Cię do LBA! <3
    http://pannakac-pisze.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-3.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Zadziwiająco dobra ocena, jak na taką opinię :o Trochę niejasno się może wyraziłam, chodzi mi o to, że książka 7/10 to wg. mnie dobra, a przy tylu zastrzeżeniach, o których mówiłas, ja bym jej dała conajwyżej 5/10. Albo masz dobre serduszko, albo oceniłaś ją surowiej niż jej się należało ;)
    A tak poza tym - średnio mi się podoba okładka. Sama nie wiem, dlaczego. Wygląda dla mnie, jak połączenie tych z serii Domu Nocy i jakiejś innej młodzieżówki, której teraz sobie nie mogę przypomnieć, ale generalnie mam wrażenie, że już to kiedyś widziałam, a tak chyba być nie powinno :/

    http://wiecznie-zaczytana-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam tą książkę jakiś czas temu i zaraz po przeczytaniu dałam jej 7/10, a teraz postanowiłam trochę surowiej ją ocenić. Jest to też pewien sposób, żeby sprawdzić, kto czyta recenzję (chociażby pobieżnie), a kto patrzy na ocenę ;)

      Usuń
  5. Ja również nie ufam napisom na okładkach. Skoro akcja zaczyna rozkręcać się dopiero pod koniec, to tym bardziej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając Twoją recenzję w pewnej chwili pomyślałam, że chyba sięgnę po tę pozycję. Jednak po przeczytaniu całości stwierdzam, że nie zaryzykuję ;p

    ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!