2015/05/06

Doggy Book TAG

Jak ostatnio narzekałam na brak ciekawych TAG'ów, tak teraz mam ich wystarczająco :). Nie narzekam, chociaż ten TAG czekał sobie ponad dwa tygodnie na moją odpowiedź. Ale cóż zrobić, jak jest tyle obowiązków? Bardzo serdecznie dziękuję Caroline z bloga Przygody mola książkowego za nominację i już zabieram się za ten arcytrudny TAG.

Jamnik, czyli książka, która niemiłosiernie mi się dłużyła.
Jakakolwiek lektura? Nie przepadam za książkami, które musimy czytać w szkole. Co z tego, że to "arcydzieła literatury" i że obrazują styl epoki? Są nawet dla moli książkowych udręką.

Chart, czyli książka z pędzącą akcją.
Hmmm, mogłabym wymienić bardzo dużo książek. Ale pierwsza na myśl przychodzi mi saga o Celaenie Sardothien.

Rottweiler, czyli książka z dużą ilością agresji. 
Omijam takie książki, to nie mój styl. Czytałam, że ktoś odpowiedział książki Petera V. Bretta, ale niestety nie dobrnęłam do końca, więc nie wymienię jego powieści. Za to pierwsza część "Oka Jelenia" Pilipiuka była bardzo agresywna i po prostu dziwna....

Chihuahua, czyli najcieńsza książka, którą przeczytaliśmy.
"Kamizelka" Bolesława Prusa. Sama treść miała niecałe 15 stron. Opracowanie lektury - ponad 20.

Dog, czyli najgrubsza książka, jaką przeczytaliśmy.
"Na szczycie", "Skazani" "Pięćdziesiąt odcieni" (cała trylogia) - to są najgrubsze książki mojej czytelniczej kariery.

Dalmatyńczyk, czyli książka z mnóstwem różnych wątków. 
W sumie większość powieści ma dużo wątków. Na tym polega istota powieści - wielowątkowość. W sumie mogłabym przytoczyć tu serię "Zwiadowcy" - przez wszystkie części jest jeden główny wątek, ale przeplata się tyle pobocznych, że ciężko zliczyć.

Basset, czyli najbardziej wzruszająca książka. 
(Tutaj pozwoliłam sobie się trochę rozpisać)
Czyli na której najbardziej ryczałam? Gdyby było pytanie "książka, po której nie mogłaś się pozbierać" powiedziałabym (zlinczujcie mnie i powieście) "Grey". Wierzcie lub nie, ale ten dziwny fenomen literacki (którego wiele osób literaturą by nie nazwało) zrobił coś dziwnego z sercem. Przyznam się do tego pierwszy raz, ale miesiąc po przeczytaniu ostatniej części, na samą wzmiankę o niej i na myśl, że to, co było przez chwilę takie moje teraz może stać się bardzo sławne przez film, serce mi się ściskało i zaczynałam ryczeć jak bóbr. Sama tego nie rozumiem...
Ale wracając do zagadnienia: postawiłabym tu na "Bez przebaczenia" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Ta książka też dużo we mnie zmieniła. Bardzo wzruszająca historia.

K9 lub Szarik, czyli najlepsza ekranizacja książki. 
Może dużo osób się ze mną nie zgodzi, ale "Love, Rosie". Zaczęłam ostatnio trochę czytać książkę, której zrozumienie jest nieco trudne, ponieważ jest to powieść epistolarna, czyli taka, w której nie ma normalnej narracji, a na całą treść składają się listy, mejle i SMS-y. Ciężko byłoby połapać się w tym wszystkim, gdyby nie film. Moim zdaniem tutaj ekranizacja była jak najbardziej na miejscu. O ile w innych przypadkach robienie filmu z książki to tylko marketing, tutaj film może pomóc zrozumieć i wyobrazić sobie tą historię. Jest idealnym uzupełnieniem.

York, czyli przesłodzona książka. 
Niektórzy powiedzieliby "Rywalki", inni "Klątwa Tygrysa", a ja powiem "Córka Żywiołu". Miałam ochotę rzygać tęczą podczas czytania. Jestem fanką wątków romantycznych w książkach, uwielbiam kiedy bohaterowie okazują sobie miłość (na "Greyu" np. wzdychałam z zachwytów....), ale tu to już była przesada. Zdecydowanie bardziej wolę, kiedy bohaterowie najpierw dają sobie po mordzie, a potem się całują niż to całe "mizianie".

Kundelek, czyli książka, która nie jest zbyt popularna, ale mnie zachwyciła.
Jakby tak spojrzeć, jedna z dwóch odpowiedzi do których nie pasowałby "Grey".... Ale nie jestem jeszcze taką fanatyczką (w ogóle nią nie jestem) żeby wszędzie go wymieniać i przypisywać.
Myślę, że "Pod skrzydłami matki mroku", którą obecnie czytam. Bałam się tej książki (małe litery, wątek Kuby Rozpruwacza, niezbyt dobre stosunki z poprzednimi książkami wydawnictwa), ale bardzo miło mnie zaskoczyła. Wybucham śmiechem co trzy strony i zachwycam się ciągłymi kłótniami dwóch facetów o główną bohaterkę. Lepiej być nie może... :)

Kogo otaguję?
Panna Kac

8 komentarzy:

  1. A ja na ekranizacji "Love, Rosie" bardzo się zawiodłam. Poza tym "Kamizelkę" wspominam miło.:)
    Uwielbiam goldeny retrievery, labradory, BERNARDYNY <3, malamuty, wodołazy...i wiele, wiele innych. Ogólnie kocham zwierzęta! :) A spaniela angielskiego ma mój chłopak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy tag. Też nie znoszę większości lektur. :) Cockery są przepiękne... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny TAG, ale przyznam, że nie umiałabym dobrać książek :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nienawidziłam lektur :)
    Fajny Tag - pierwszy raz go czytam. Ciekawe twoje odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za zrobienie mojego tagu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam tylko ,,Kamizelkę" i ,,Love, rosie". Muszę w końcu obejrzeć ekranizację, skoro taka dobra. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiałam się, jak napisałaś, że opracowanie kamizelki ma więcej stron niż sama kamizelka. Uwielbiam: Co Autor miał na myśli? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku niedawno czytałam kamizelkę :)
    Faktycznie strasznie krótka

    http://ksiazkiponadniebo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!