2015/01/13

174. Zac & Mia - A.J. Betts [przedpremierowo]

17-letni Zac jest chory na raka. W zasadzie mieszka w szpitalu i z pełnym rezygnacji optymizmem znosi wszystkie niewygody takiego życia. Coś się zmienia, gdy do pokoju obok wprowadza się Mia – zadziorna, wściekła na cały świat fanka Lady Gagi. Bardzo wiele ich dzieli – w prawdziwym świecie pewnie nigdy by się nie spotkali. Tu jednak obowiązują inne reguły, więc ich relacja, rozpoczęta stuknięciem w ścianę, staje się coraz silniejsza. Pobyt w szpitalu wymaga odwagi, ale żeby z niego wyjść, potrzeba jej jeszcze więcej. Czy Zac i Mia spotkają się poza szpitalem – i już razem pozostaną? (opis wydawnictwa)

Zacznę może od tego, że książka miała u mnie tą ocenę już 100 stron przed końcem. To chyba jest najlepszy argument za tym, aby taką ocenę otrzymała. Drugim może być fakt, że dotąd nie przeczytałam żadnej złej opinii o tej książce. A to o czymś świadczy.

Z początku może się wydawać, że autorka skopiowała pomysł Greena, delikatnie go modelując. Podobna tematyka, stosunkowo podobny język i wątek dwójki chorych osób, które się zaprzyjaźniają. Nic bardziej mylnego. Ta książka tak bardzo różni się od "Gwiazd Naszych Wina", że bardziej nie można. Przynajmniej jeżeli chodzi o tę tematykę i gatunek literacki.

"Zac & Mia" to historia dwójki zupełnie różnych ludzi. On jest bardziej "doświadczony" w chorobie, ponieważ zmaga się z nią dłużej. Ona jest nowa, nie ma pojęcia, co się dzieje, buntuje się i walczy z całych sił. Próbuje nie dać się rakowi. Oczywiste jest, że ma znacznie większe szanse na wyjście z choroby niż Zac. Jednak ona nie zdaje sobie z tego sprawy. Nawet później, kiedy są już poza szpitalem, Mia odsuwa od siebie myśli o swojej chorobie, myśli o sobie z obrzydzeniem. Natomiast Zac chce jej pomóc. Widzi, że jest jej ciężko, że sama sobie nie poradzi. Pragnie przeprowadzić ją przez to wszystko, choć dla niej to już koniec walki. Wygrała. Przynajmniej na razie, może na całe życie.

Od samego początku jest bardzo ciekawie. W szpitalu Zac i Mia są oddzieleni sześcioma centymetrami gipsu, ale porozumiewają się poprzez tak niewinne i niepozorne czynności jak pukanie w ścianę, czy wysyłanie liścików przez pielęgniarki. Nie od razu są najlepszymi przyjaciółmi. Potem rozstają się na jakiś czas, aby znów się spotkać i rozpocząć wszystko od nowa. Ich relacja jest piękna, nieco burzliwa, ale piękna. Zac próbuje zrozumieć Mię. Jest jedyną osobą, która rozumie ją w takim stopniu. Przecież on przeżywa to samo. Ma się nawet gorzej, ponieważ ma dużo mniej szans.

Zaimponowała mi znajomość Betts tej całej terminologii, ilości szans, fachowych określeń i - przede wszystkim - uczuć bohaterów, czyli osób chorych na raka. Wytłumaczyć można to tylko na dwa sposoby: albo przyłożyła się i przeczytała dużo książek o nowotworach, albo naprawdę to przeżyła. Stawiałabym na tą drugą opcję, ponieważ przeżycia bohaterów przez nią opisane są tak realne i prawdziwe, że mogła to napisać tylko osoba w podobnej sytuacji. O ile o Greenie nie słyszałam, by miał kiedyś raka, albo miał dziecko chore na raka, to bardzo prawdopodobne, że Betts ma lub miała.
"Zac & Mia" to nie tylko historia relacji dwóch nastolatków chorych na raka. To również opowieść o ich rodzinach. Żeby czegoś się o nich dowiedzieć, musimy czytać między wierszami, ale nie jest to trudne. Możemy łatwo się domyślić, jak czuje się matka Zaca, po raz kolejny siedząca przy nim non stop w szpitalu. Starająca się ukryć swoją rozpacz, ponieważ musi być silna dla syna. A Zac i tak wie, że jego matka wolałaby sama leżeć w tej sali, niż patrzeć, jak jej syn kołysze się na krawędzi rychłej śmierci. Ciekawa jest także relacja Mii i jej matki. Córka jest krnąbrna i to widać od samego początku. Wciąż się kłóci, o wszystko obwiniając matkę. Jednak kiedy doczytamy dalej, dowiadujemy się, że matka Mii była bardzo młoda, kiedy ją urodziła. Zagubiona, jeszcze w wieku, kiedy chciało się szaleć i buntować. Nie była gotowa na wychowywanie dziecka. Musiała zrezygnować z randek i własnych zachcianek. Jesteśmy świadkami ich godzenia się i rozmaitych decyzji, które zaważają na ich dalszych losach.

Bohaterowie są wspaniale wykreowani. I nie chodzi mi wyłącznie o Mię i Zaka. Również pozostali są bardzo żywi, nie papierowi. Łatwo ich polubić. Zarówno Zac jak i Mia mają barwny zestaw cech, odpowiednich dla ludzi w ich wieku. Czasem się kłócą, jednak bardzo dobrze się dogadują. Dopełniają się. Tworzą ciekawą parę, sprawiając, że ich relacja od samego początku nie jest nudna. Jedyne moje zastrzeżenie do Mii jest takie, że nie bardzo podobało mi się jej zachowanie. Na początku nie rozumiała, że jej matka musiała podjąć taką, a nie inną decyzję, żeby uratować jej życie. Jednakże potem, pod wpływem Zaka, Mia się zmienia i zaczyna rozumieć i ta jej przemiana jest kolejnym wielkim plusem książki.

 Dawno nie czytałam tak dobrze skonstruowanej, wzruszającej powieści dla młodzieży. Ta książka uświadamia nam bardzo wiele. Przede wszystkim, że nie jesteśmy nietykalni. To, że mamy 15, czy 17 lat nie znaczy, że rak nas nie dopadnie. Nie jesteśmy nieśmiertelni. Ale również nie jesteśmy bezbronni i to wszystko zależy od nas. Czy będziemy walczyć, choćbyśmy stracili obie nogi, ręce i kilka narządów. Choćbyśmy przez resztę życia mieli być zależni od innych. Ale możemy walczyć, bo zawsze warto. Zawsze warto żyć. Ważne jest również to - choć akurat książka tego nie ukazuje, a szkoda - że czasem trzeba się poddać. Nie obciążać innych. Jeżeli tylko smutek i rozpacz mamy trzymają nas przy życiu, to może warto odpuścić? Powieść skłania do refleksji i pewnie każdy, kto ją przeczyta, będzie się nad tym wszystkim zastanawiał. Będzie zadawał sobie pytanie "Co jeśli jutro dowiedziałbym się, że mam raka?

"Zac & Mia" to wspaniała powieść, opowiadająca o życiu nastolatków z rakiem. O leczeniu, poznawaniu ludzi. O ich rodzinach, które są nie mniej ważne. Ale również o podejmowaniu ważnych decyzji, umiejętności rezygnowania z czegoś. Uczy nas chwytać dzień i nigdy niczego nie żałować. Podaje mnóstwo statystyk dotyczących raka. To również opowieść o poszukiwaniu siebie, własnych celów i marzeń. O ogromnej zmianie, którą wprowadzić może jeden człowiek. O tym, że czasem trzeba naprawdę dużo przejść, żeby zaznać choć odrobinę szczęścia. Ale zawsze warto. Wzruszająca, mądra, prawdziwa. I - co ważne - napisana prostym językiem. Skierowana do młodych, ale również do starszych. Polecam całym sercem. Napisałabym jeszcze więcej, ale to już i tak za dużo.

Moja ocena: 10/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Książkowe wyzwanie 2015 ("W tytule jest imię"), Okładkowe love, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,3 cm)
Zac & Mia
Tytuł oryg.: Zac & Mia
Seria/cykl: Real Life
Tłumaczenie: Dariusz Rossowski
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 332
Gatunek: beletrystyka, dla młodzieży (+15)
Kupisz: aros.pl




Za książkę dziękuję:
Wydawnictwo Feeria

11 komentarzy:

  1. O tak, mam w planach, przemawia do mnie ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz słyszę o tej książce, chyba udało Ci się przekonać mnie do sięgnięcia po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam już kilka pochlebnych opinii o tej ksiązce i na pewno w najbliższym czasie po nią sięgne:)

    OdpowiedzUsuń
  4. no właśnie, oczywiste skojarzenie z tymi Gwiazdami, moja pierwsza myśl :) dobrze, że do tego nawiązałaś i wyjaśniłaś wątpliwości, ale na razie chyba nie mam siły by zmierzyć się ponownie z nastolatkami i rakiem

    OdpowiedzUsuń
  5. Również uważam, że to naprawdę świetna historia, każdy powinien ją przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś mnie nie ciągnie do niej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach niech tylko wpadnie mi w ręce ^.^

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam nie kupować książek, a brać się za te, co mam. Ale kurcze. Muszę to mieć przecież.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cały czas dobre opinie o tej książce.
    Nic tylko czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ogromną ochotę poznać tę historię. Tym bardziej, że tak pozytywnie ją oceniasz :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!