Od jakiegoś czasu ten post, a raczej jego temat, chodzi mi po głowie. Szczególnie, że zauważyłam w swoim otoczeniu bardzo ciekawe zjawisko, które obserwuję również u siebie. Jest to bowiem niesamowity fenomen kina i reklamy, a także to, jak obie te rzeczy wpływają na czytelnictwo. Zapraszam do zapoznania się z tematem oraz z moją opinią.
Zacznę może od początku, czyli od moich obserwacji. Większość z Was (jeśli nie wszyscy) słyszała pewnie o filmie "Gwiazd Naszych Wina", o którym było bardzo głośno w maju, czerwcu i lipcu. Premierę miał 4 czerwca, ja wybrałam się na niego nieco później. Wtedy to jeszcze nie było tak odczuwalne. Dopiero niedawno, kiedy na portale filmowe i do sklepów trafiła wersja DVD tego filmu, nagle "GNW" pojawiło się na nowo. Jak to zwykle bywa, z początku nikt nie wiedział, że istnieje pierwowzór filmu w postaci papierowej. Jednak dosyć szybko ludzie się o tym przekonali i szturmem ruszyli do księgarni i bibliotek. W mojej szkole we wrześniu pojawiły się nowe książki i...
do dziś żadna z nich nie wróciła na półkę! Tak są rozchwytywane te nowości. A w szczególności "Gwiazd Naszych Wina" sławnego (albo nie) Johna Greena. Czytają wszystkie dziewczyny, które dotąd na książki patrzyły krzywym okiem. I to jak czytają! Wszędzie widać otwarte książki, niekoniecznie "GNW". Dotąd widok czytającego ucznia mojej szkoły był niewyobrażalny. Tym bardziej na korytarzu. Czytałam w ten sposób ja i moje przyjaciółki. Tylko my, bo reszta albo się kryła, albo unikała książek. A tu proszę jaka poprawa!

U mnie dokładnie tak samo było z początkiem "masowego czytania", czyli stanu książkoholizmu, w którym teraz się znajduję. Najpierw czytałam, bo czytałam, ale mało. Zawsze interesowały mnie książki, bo mama dużo czyta i często pytałam ją, o czym jest dana książka, albo ukradkiem czytałam stronę, na której skończyła. A potem przyszły pamiętne święta 2011, film "Eragon" i... książka. A dokładnie nieskończona liczba książek, które chcę przeczytać. A lista wciąż rośnie. Tak, dobrze czytacie. Najpierw był film, kiepski zresztą, potem miłość do książek. I jak tu nie dziękować kinematografii?
Fakt faktem, czasem ekranizacje są tak kiepskie, że aż chce się ryczeć z frustracji. Tak dobra książka, taki słaby film. Ale może po prostu nie każdą książkę da się zekranizować? A jeśli już to trzeba na to wydać kupę kasy, a nie wiadomo czy się zwróci? Jednak potrafią zmotywować,w jakiś sposób zachęcić.
Do czytania namawiają też reklamy. Ilu książek bym nie przeczytała, gdybym gdzieś się o nich nie dowiedziała? Z pewnością wielu. Zaglądanie na portal LC, facebookowe strony związane z książkami, blogi innych moli książkowych. To wszystko jest reklamą. Nawet recenzja. Bo do czego służy reklama? Tak, w większej części do zachęcenia do kupna produktu, ale po części też, aby poinformować nas, że taki produkt istnieje. Zainteresować nim. A jeżeli już widzę plakat filmowy, grafikę książkową, czy inną reklamę to sprawdzam, o czym to jest, jakie to jest i z czym się to je. A wtedy decyduję. Przeczytam lub nie. I tak toczy się marketing. A nam wciąż przybywa książek do przeczytania.
Tak więc widać, na czym opiera się świat książkowy - na reklamie. Bo jeśli książka ma złe recenzje, to czy ją kupimy? A jeśli ma dobre recenzje, interesujący opis i zachęcającą cenę to czy oprzemy się zakupowi? Wątpię J.
Czytelnictwo stało się ostatnio bardzo modne, co gdzieś tam z tyłu głowy mnie kuje, jak maleńka igła. Bo nienawidzę modnych rzeczy, jeżeli mi się nie podobają. Zwykle staram się trzymać z boku i nie podążać za najnowszymi trendami. A czytanie jest najnowszym. Cieszę się, że dawno je odkryłam i że dawno, niemal rok temu przeczytałam "GNW". Bo teraz bym się dziwnie czuła...
Jestem dziwnym człowiekiem, kiedy widzę kogoś, kogo nie lubię, czytającego moją ulubioną książkę czuję złość i trochę jakby zazdrość. Dziwna ze mnie istota, wiem, trochę arogancka, ale taka już jestem. Sorry, taki mamy klimat J.
A co Wy o tym sądzicie? Macie podobne odczucia? Też dokonaliście takich obserwacji? I z trochę innej beczki: też macie wrażenie, że "Kosogłos" jest wszędzie? Przytłacza mnie to, nawet jeśli film już widziałam...
Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.deviantart.com/.