2014/11/24

166. Zabrana o zmierzchu - C.C. Hunter

Kylie Galen desperacko poszukuje prawdy o sobie, swojej prawdziwej rodzinie, swoim przeznaczeniu. Odkrywanie sekretów zawsze wiąże się ze zmianą... ale niekoniecznie na lepsze. Gdy w końcu udaje jej się zbliżyć do wyśnionego wilkołaka Lucasa, okazuje się, że jego towarzysze zabronili mu być z nią. Czy na pewno dokonała dobrego wyboru? Co więcej, dręczy ją duch niosący tajemnicze przesłanie o życiu i śmierci... Kylie podejmuje wyścig z czasem, by rozwiązać zagadkę i ochronić swoich bliskich. Czy jej się uda? Czy w końcu dowie się, kim naprawdę jest? A może prawda okaże się zupełnie inna i o wiele bardziej zadziwiająca, niż można by przypuszczać... (źródło)

Na początku wybaczcie mi, że opis wydawnictwa, ale nie chcę za bardzo zdradzać fabuły, bo mogłabym niechcący zaspoilerować. Musicie przede wszystkim wiedzieć, że fabuła rusza od momentu, w którym została przerwana w poprzedniej części. I to nie jest jakiś tam żółw, który przyspiesza, by następnie zwolnić. O nie, to prawdziwy pociąg, pędzący po torach i zatrzymujący się tylko na bardzo krótką chwilę, aby zatankować i dać nam odpocząć. Ale bardzo krótkie te chwile, aż zaczyna nam brakować tchu, kiedy tak czytamy i czytamy. Fabuła wciąga z każdą kolejną stroną.

Pamiętam, że miałam pewne drobne uprzedzenia do poprzednich części, na tyle wyraźne, że nie oceniłam ich najwyżej. Przyznam szczerze, że w "Zabranej o Zmierzchu" nie było fajerwerków. Jednak nie znaczy to, że książka nie jest na poziomie, bo z wielkim powodzeniem utrzymuje poziom swoich poprzedniczek, a nawet jest lepsza. Z każdą kolejną częścią widać, że Hunter coraz bardziej się rozkręca i daje nam jasno znać, że jeszcze nie skończyła. Każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej. 

Jest jednak pewna rzecz, która mi przeszkadza. Nie potrafię jej określić, być może jest to fakt, że Kylie jeszcze nie do końca może się znaleźć w gronie moich ulubionych bohaterek. Brakuje jej czegoś, co mają inne postaci z różnych książek, które bardzo polubiłam. Nie jest tak, że jej nie lubię, bo owszem, lubię ją. Z każdym pokazem siły bardziej, ale jest taka... Niezdecydowana? Niedorosła? Nie wiem, jak to określić. Po prostu jej zachowanie nie do końca mi odpowiada. 

Co mam napisać o trzeciej części "Wodospadach Cienia", czego nie napisałam w recenzjach poprzednich części? Nie lubię recenzować serii, które są dobre już od samego początku, bo w sumie nie ma o czym pisać. "Zabrana o Zmierzchu" udziela nam odpowiedzi na kilka pytań, choć nie na wszystkie. Wciąż jest wiele niewiadomych. Pojawiają się również nowe pytania. 

Hunter zaskakuje na każdym kroku. Dialogami, wydarzeniami, uśmiechem na mojej twarzy, który pojawia się znikąd. Jak ona to robi, że niby pospolitą historię, z pozoru banalną i nudną, zamienia w pasjonującą lekturę? Niewiele elementów w "Wodospadach Cienia" jest nowych w tym gatunku. Wyjątkowa dziewczyna, nadnaturalne istoty, historia przeznaczenia, trójkąt miłosny, obóz dla "zdolnych" - to wszystko już było. A jednak chcemy czytać, bo Hunter dodaje nowe elementy, kreuje znany nam świat na nowo. Sprawia, że zastanawiamy się nad wieloma kwestiami, które do tej pory nie budziły naszych podejrzeń. Nienawidzę trójkątów miłosnych, a tu proszę! Z radością wręcz śledzę rozterki miłosne Kylie, Lucasa i Dereka. To pierwsza taka sytuacja, kiedy nie mam swojego faworyta. Uwielbiam ich obu, na miejscu Kylie też nie mogłabym się zdecydować na jednego. Czasem odnosiłam wrażenie, że wiem, kto "wygra", ale potem znów coś się pomieszało i byłam pogubiona. Jedno wiem na pewno: chcę więcej tego typu wątków trójkącikowych.

Nie dajcie się zwieść, że "Zabrana o Zmierzchu" to tylko kolejna część, kolejnej nudnej serii paranormalnej, której zakończenie jest oczywiste. W tej książce autorka ma nad nami kompletną władzę, nie wiemy nic, jeżeli ona tego nie chce. Dawkuje nam odpowiedzi, a my ślinimy się czytając ostatnią stronę i, niczym rasowy książkowy narkoman, łakniemy więcej; ale nie, musimy czekać na kolejną część, aby dowiedzieć się, co dalej. To właśnie jest w tych książkach najlepsze - niewiadoma. "Zabrana o Zmierzchu" to pasjonująca lektura na jesienne, letnie, zimowe i wiosenne wieczory, popołudnia, poranki i noce. Zresztą nieważne, kiedy czytacie tą książkę, bo miejsce i czas nie będą miały dla Was znaczenia, przyćmione szybką akcją i wypchaną po brzegi fabułą.

Moja ocena: 9/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Czytam Fantastykę, Paranormal romance, Książkowe podróże (USA)
Zabrana o zmierzchuTytuł oryg.: Taken at Dusk
Seria/cykl: Wodospady Cienia #3
Tłumaczenie: Joanna Lipińska
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 400
Gatunek: Fantastyka, paranormal romance, dla młodzieży (+15)
Cena detaliczna: 34,90 zł (26,18 zł)
Kupisz: www.matras.pl


Za książkę dziękuję:
Wydawnictwo Feeria

8 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej książce, a raczej o serii, ale raczej to nie moja tematyka, więc nie mam jej w planach ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam tej serii, ale dałam pierwszą część koleżance na urodziny i bardzo jej się spodobała. Muszę teraz od niej pożyczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zainteresowana książką jak i całą serią :) Jednak z tego co widzę, nie szybki uda mi się ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przeczytać tę część! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie znam jeszcze pierwszej części.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym przeczytać całą serię, jestem strasznie jej ciekawa, myślę, że sprawię ją sobie na święta:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem nawet zainteresowana. To dość ciekawe, bo mnie akurat takie książki nie przekonują. Warto spróbować. Do czasu przeczytania Twojej recenzji, nawet nie wiedziałam, że istnieje takie wydawnictwo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię miłosnych trójkątów, szczególnie jeśli nie da się jednoznacznie określić tego "jedynego". Ale "Zabraną o zmierzchu" przeczytam, aby dowiedzieć się w końcu jaką istotą jest Kylie :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!