2015/04/18

[47. Filmowa Sobota] Tarzan vs. Tarzan. Król dżungli

Któż nie zna historii Tarzana? Kto nie widział tej bajki, albo przynajmniej o niej nie słyszał? Przyznać się. Ja osobiście uwielbiam Tarzana, a już w szczególności tą Disney'owską, moim zdaniem oryginalną, wersję i najlepszą. W 2013 roku niemieccy twórcy postanowili zaskoczyć nas nową, uwspółcześnioną wersją legendy Tarzana. Kiedy się o tym dowiedziałam i zobaczyłam zwiastun, wyśmiałam twórców. Jednak wczoraj zdecydowałam się obejrzeć tą wersję. Dzisiaj porównam obie.
Niemiecka wersja bardziej przypomina mi grę komputerową niż bajkę dla dzieci. Wiadomo, że technika poszła na przód, grafika w filmach animowanych również. Doskonałym przykładem na zmienianie się bajek animowanych są oczywiście bajki Disneya. Jednak czy dzieci chcą oglądać bajki, w których bohaterowie i cała sceneria jest tak bliska rzeczywistości pod względem wyglądu, że łatwo się pomylić?

Ja nie. W grach komputerowych owszem, im bardziej realna grafika, tym bardziej jestem zachwycona. Jednak nie w przypadku bajek. Dla mnie bajka to bajka. Nie powinna ani przypominać dosadnie filmu, ani też być tak okropna, że nie da się na nią patrzeć. Uwielbiam bajki. "Kraina Lodu", "Zaplątani", "Jak wytresować smoka" - one są dowodem na to, że grafika w bajkach może być świetna, ale nie przesadnie. "Tarzan" z 2013 roku jest przeciwieństwem tych filmów. Uwierzcie, że na zdjęciach i screenach tego tak nie widać, jak podczas oglądania.
Porównanie zacznę od czasu i miejsca akcji. W obu przypadkach historia dzieje się w Afryce, jednak wersja Reinharda Kloossa ma miejsce we współczesności, natomiast twórcy starszej wersji osadzili akcję w XIX wieku, wyprawę Porterów powodując teorią Darwina i próbami znalezienia brakującego ogniwa we wspólnej przeszłości człowieka i małpy. Porter Kloossa szuka meteoru, który 70 mln lat temu spadł na ziemię, kończąc erę dinozaurów. Oczywiście nie obejdzie się tutaj bez odrobiny science fiction, co zupełnie psuje klimat tej bajki.

Najbardziej rzuca się w oczy to, co jest takie charakterystyczne dla bajek Disneya, a także innych bajek: piosenki. W wielu bajkach albo bohaterowie śpiewają, albo piosenki towarzyszą im w np. dorastaniu. W "Tarzanie" z 1999 roku tego nie brakuje. Piosenki autorstwa Phila Collinsa, w polskiej wersji wykonywane przez Pawła Harliteb, są po prostu magiczne i nie potrafię sobie wyobrazić tej bajki bez nich. W wersji z 2013 roku brakuje piosenek, co bardzo boleśnie odczułam. Nie mogłam sobie pośpiewać ani nacieszyć muzyką. Co prawda ścieżka dźwiękowa jest i to całkiem fajna, jednak to nie to samo.

Brakowało mi również tutaj tego, co było wspaniałe i nadal jest w wielu bajkach: gadających zwierząt. Klooss nie dał swoim małpim bohaterom głosu, jedynie "naturalne" odgłosy, co czasem brzmiało bardzo sztucznie. Kiedy pierwszy raz pojawiły się goryle na moim ekranie, liczyłam właśnie na dubbing, jednak się przeliczyłam. Być może twórcy chcieli osiągnąć naturalny efekt i pokazać dzieciom, że zwierzęta nie mówią, jednak jaki w tym sens, skoro we wszystkich bajkach dla dzieci zwierzęta mówią? Nawet przedmioty czasem ożywają. Tu nie chodzi o walory edukacyjne. Tego, że zwierzęta nie mówią, dzieci nauczą się z pewnością w szkole albo od swoich rodziców. W bajkach chodzi o morały, pokazywanie tego, co jest dobre i tego, co jest złe. W tej bajce akurat nie ma żadnego morału, nie mówię oczywiście o starej wersji, gdzie twórcy pokazali nam, jak ważne jest, aby walczyć o swój dom i rodzinę, że bycie innym nie oznacza czegoś złego. No i że każdy zasługuje na miłość.
Od początku wiedziałam, że niemiecka wersja będzie zła. Jednak rozczarowałam się jeszcze bardziej tym, jak ta bajka w moim odczuciu wydała się głupia. Zero uczuć z mojej strony, tylko marudzenie, jakie to głupie i nierealne. Człowiek podnoszący goryla? Rozumiem, że to bajka i w ogóle, ale skoro zwierzęta nie gadają, to ludzie nie podnoszą ważących do 275 kg małp. Chyba że to Dwayne Johnson, albo Schwarzeneger. Miałam tej bajki dość po 30 minutach, a do końca została godzina...

Podsumowując: jak na razie nie widziałam lepszej wersji "Tarzana" od tej z 1999 roku. To jest bajka mojego dzieciństwa, a także pierwszy serial, który oglądałam. Uwielbiam ją! "Tarzan" Reinharda Kloossa nie może się z nim równać, więc nie marnujcie czasu na oglądanie nowszej wersji. Odpalcie po raz kolejny starą, przynajmniej się nie zawiedziecie.

Tarzan, Reinhard Klooss, Niemcy, 2013

5 komentarzy:

  1. Tarzan :3 Cudowny powrót do dzieciństwa. Uwielbiałam ta bajkę, naprawdę...
    +Przy okazji nominowałam Cię do Doggy Book TAG. Mam nadzieję, że przyłączysz się do zabawy :)
    http://przygody-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2015/04/doggy-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą- nic nie pobije Disney'owskiej wersji z magicznymi piosenkami. Już po zdjęciach widzę, że nowsza niemiecka wersja mi się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Koocham Tarzana! Miałam zamiar obejrzeć wersję niemiecką, ale mi się odechciało :P Oglądasz dalej OUAT? Jak zareagowałaś na ostatni odcinek? Ja siedziałam z rozdziawionymi ustami i wyglądałam tak :O (Minka Voldemort!) Ciekawe, co twórcy wymyślą na kolejny epiozd. I jaką tajemnicę skrywa Cruella?
    Pozdrawiam i cudownie zaczytanego weekendu życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi ci o odcinek 18 ''Heart of Gold''? Jak dla mnie strasznie nudny, 5 odcinków do końca, a twórcy wyskakują z Robinem. Chociaż fajnie się było dowiedzieć, że wiedźma żyje :-) Ale brakowało mi Haka...

      Usuń
  4. Zgadzam się, Tarzana z 1999 chyba nic nie pobije. Ogólnie tych filmów animowanych z tamtych czasów nic nie pobije;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!