2014/09/14

154. Dom pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka


Siedmioro nastolatków urządza wypad w góry. Ostatniej nocy coś przychodzi do ich obozu i chce ich zaatakować. Nawet wiecznie spokojny Indianin jest zdenerwowany i chce czym prędzej zaprowadzić dzieciaki do schroniska. Po drodze napotykają przeszkodę w postaci wielkiej przepaści. Po dotarciu do schroniska okazuje się, że nie tylko oni stracili zasięg. Nie ma prądu, zasięgu, kontaktu ze światem. Tym, co zaatakowało ich obóz byli zmutowani ludzie, w których zamienili się mieszkańcy małego miasteczka Fallville. Heather z pomocą Nolana i Marcusa oraz dorosłych dochodzą do wniosku, że właśnie skończył się świat, a im w jakiś sposób udało się przetrwać. Jednak czy to potrwa długo? Dlaczego wypadki rozwinęły się w ten sposób? Muszą szukać odpowiedzi na pytania i walczyć o przetrwanie, chroniąc się w Domu pod Pękniętym Niebem.


Najbardziej przyciągnęła mnie w tej książce okładka i polskie nazwisko autora. Znam Marcina Mortkę jako tłumacza moich ulubionych książek, więc bardzo chciałam poznać jego twórczość i przekonać się, czy Polacy radzą sobie z tematyką końca świata. Przyznam Wam się, że nie do końca wiedziałam, o czym jest ta książka. Myślałam, że to zwykłe fantasy, a nie apokaliptyczna opowieść!

Pomysł Mortka miał genialny. Niespodziewany koniec świata, ludzie przeobrażeni w potwory różnych rodzajów, od pełzających roślin, przez sarny, po drapieżne orangutany. Samo wyobrażanie sobie tych stworów było przerażające. Bardzo mi się spodobało to, że Mortka nie pozostawił młodzieży samej sobie. Wprowadził również postacie dorosłe, dzięki czemu zachował pewną równowagę. Trzeba mu też przyznać, że umiejętnie wprowadzić element tajemniczości, prawie do samego końca nie wyjaśniając, o co chodzi w tej apokalipsie. Niestety, z tymi wyjaśnieniami było trochę gorzej, ponieważ autor rzucił je prosto z mostu, bez żadnego dochodzenia ze strony bohaterów, którzy chyba byli zbyt zaabsorbowani potworami na zewnątrz, żeby o tym pomyśleć. Choć podejrzewam, że teoria Caseya nie jest do końca właściwa.

Akcja powieści toczy szybkim tempem już od początku. Autor nie bawi się w przestawianie postaci, wdrażanie nas w ich świat. Od razu jesteśmy rzuceni w wir wydarzeń, którymi zapełniona jest fabuła. Cały czas coś się dzieje, nie ma miejsca na nudę. Prawie nie można się oderwać. Prawie. A to wielka różnica. Czytając, nie czułam się do końca uczestnikiem wszystkich wydarzeń. Byłam raczej obserwatorem, który czasami miał dość tych wszystkich wrażeń. Nie czytało mi się przyjemnie, ani szybko. Mimo wspaniałej typografii i układu pozwalającego na szybkie czytanie, grzęzłam na stronach i nie mogłam ruszyć dalej. To prawda, nudzić się nie można, bo dużo się dzieje, ale ja nudziłam się nie tyle fabułą, co samym czytaniem. Zdecydowanie lepszym wyborem dla autora byłoby wprowadzenie narracji pierwszoosobowej, skoro cała akcja skupia się głównie na Heather, to dlaczego ona tego nie opowiada? Czytelnik dużo bardziej utożsamiłby się z główną bohaterką, gdyby to ona była narratorem swojej historii.

Heather mi zaimponowała. Wiele było momentów, kiedy już prawie płakała, jednak zawsze brała się w garść i tylko raz, na samym początku, pozwoliła sobie na łzy rozpaczy. Była dzielna i silna, stawiała czoła wszystkim wyzwaniom. Mimo docinków kolegów, wcale się nie mądrzyła. Myślała racjonalnie. Drugi bohater, który bardzo mi się spodobał, to Nolan. Tajemniczy, małomówny, doświadczony. Tak najlepiej można go opisać. Jako jedyny nie okazywał strachu, zawsze był opanowany. Aż do momentu, kiedy Heather go rozgryzła. Autor nadał swoim bohaterom najróżniejsze cechy. Jak już wspomniałam, Heather to prymuska, Nolan jest tajemniczy, Marcus to kozioł ofiarny znajomych, maniak komputerowy, Ethan jest dwulicowy, a Wendy mogłaby każdego zagadać na śmierć. Oprócz nich są również Sally - buntowniczka oraz Max, zawsze gotowy do żartów i docinek. Wszyscy są bardzo dobrze wykreowani.

Połączenie wątków ze znanych niektórym osobom filmów i książek, może wydać się banalne i proste. Jednak autor umiejętnie łączy najciekawsze cechy horroru, fantastyki i powieści przygodowej, przekuwając je w bardzo dobrą powieść dla młodzieży, która powinna zadowolić głodnych przygód nastolatków i ostudzić nieco ich zapał i buntownicza naturę. 

"Dom pod Pękniętym Niebem" to bardzo fajna książka, którą można przeczytać dla zabicia czasu. Mnie nie zachwyciła, jednakże wiele kwestii pozostało niewytłumaczonych, więc być może sięgnę po kolejne części tej trylogii. Aczkolwiek nie jestem pewna, bo sto stron przed końcem chciałam książkę zamknąć i odłożyć na półkę. Tak czy inaczej, jeżeli zainteresowała Was ta historia, to dajcie jej szansę, może Wam się bardziej spodoba.

Moja ocena: 7/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Czytam Fantastykę, Książkowe podróże, Klucznik

Okładka książki Dom pod Pękniętym Niebem


Tytuł oryg.: Dom pod Pękniętym Niebem
Seria/cykl: Dom pod Pękniętym Niebem (1/3)
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 272
Gatunek: fantasy, dla młodzieży (+15)
Kupisz: selkar.pl
Cena detaliczna: 29,90 zł (20,40 zł)

11 komentarzy:

  1. Wahałam się nad przeczytaniem tej książki. Obawiałam się, że okaże się pustą książeczką dla nastolatków. Ale Twoja recenzja mnie zachęciła i już zarezerwowałam w mojej miejskiej bibliotece "Dom Pod Pękniętym Niebem" :)

    Pozdrawiam,
    Alpaka
    http://alpakowerecenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabuła wydaje się ciekawa- a to najważniejsze. Poza tym piszesz, że nie ma miejsca na nudę, ciągle się coś dzieje. Będę o tym pamiętać i może kiedyś sięgnę po tę pozycję, choć takie lektury to ja wolę w lato! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że polscy autorzy piszą takie rzeczy - z chęcią przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie bardzo zaintrygował tytuł, a co do treści to niestety, ale tak do końca nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam pana Mortkę, po prostu uwielbiam. Tej lektury jeszcze nie czytałam, ale mam w planach wszystkie jego książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się i pomysł i tytuł. Sprawdziłam- książka jest w bibliotece, więc jak znajdę czas to wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej nie ciągnie mnie do niej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mortka mnie intryguje, chociaż nie czytałam nic jeszcze tego autora, ale własnie w oko wpadła mi ta okładka i zastanawiałam się czy będzie dobra, szkoda, że coś w niej jest, ale traktujesz to jako zapychacz czasu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam kiedyś bardzo pochlebną recenzję tego tytułu, ale sama nie wiem, czy się w końcu skuszę. Choć sama apokaliptyczna wizja świata jest bardzo ciekawa, to trochę obawiam się samego wykonania, tym bardziej, że nie miałam wcześniej do czynienia z utworami autora. No i Ty nie do końca jesteś przekonana, a już sam fakt, że chciałaś odłożyć książkę na bok, o czymś jednak świadczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. O książce słyszę po raz pierwszy, ale czuję się zaintrygowana, może kiedyś się skuszę i przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  11. przygotowuję właśnie podsumowanie Klucznika za wrzesień i weszłam obejrzeć Okładkowe love :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!