
Tytuł oryg.: Mariah Mundi. The Midas Box
Seria/cykl: Mariah Mundi #1
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 344
Gatunek: fantastyka, przygodowa
Gdzie jest Feniks? Co ukrywa Otto Luger? Jaką moc mają karty?
Czytałam pozytywną recenzję tej książki, opis również zachęca do lektury, nic więc dziwnego, że kiedy wybrałam się do biblioteki od razu wypożyczyłam. Powiem szczerze, że nie miałam wysokich wymagań, ale trochę się zawiodłam.
Denerwujące bywa to, że niektóre książki porównywane są do bestsellerów. Głównie chodzi o styl i ogólne wrażenie, ale czytelnicy wpadają w pułapkę myśląc, że podobna jest fabuła. W tym przypadku jest podobnie. Książka jest porównywana przez samego autora do "Harry'ego Pottera", który stał się światowym obiektem szaleństwa i do dzisiaj przynosi wielkie zyski. "Mariah Mundi" jest może podobny, ale jednak nie taki sam. Nie czytałam "Harry'ego", ale widziałam filmy i podczas czytania nasunęła mi się myśl "Prawie jak Potter: nazwisko autora z dwoma imionami, magia, choć bez różdżek, Harry i Hermiona szukają Rona..." tak to wyglądało. Z powodzeniem mogę powiedzieć, że może to być pocieszenie po zakończeniu ukochanej serii nastolatków.
Przyznam, że trochę zraziło mnie to, że powieść jest podobna do "Pottera". Opisy są dosyć rozwlekłe i często nudne, niekiedy jednak bywają barwne i ciekawe. To jednak nie zmienia faktu, że tyle samo dowiemy się z dialogów, co z opisów. Trzeba przyznać, że akcja była dosyć ciekawa... od połowy książki. Początek to głównie wspomnienia i wrażenia z hotelu. Robi się ciekawie, kiedy zaczyna się prawdziwe śledztwo.
"Mariah Mundi" to wymieszanie kilku gatunków literackich. Jest wątek kryminalny, przygoda, magia. Brakowało tylko humoru, który jest ważny w książkach młodzieżowych, gdyż przynosi odprężenie i odstresowanie od gwałtownych i szybkich wydarzeń. To mnie zasmuciło. Bardzo lubię kiedy można się trochę pośmiać z bohaterami (czy z nich). Dodaje to książce lekkości i przyjemnie się czyta.
Jedno trzeba przyznać autorowi: wspaniałe zwroty akcji. Nie można się domyślić, co stanie się kilka stron dalej, chyba, że jest to oczywiste i wymienione w tekście. Jest to wielki plus, bo przewidywalna fabuła nudzi. Bardzo mi się to podobało. Plusem są również bohaterowie. Mądrzy, sprytni. Łatwo wpadają na tropy (czasem zbyt łatwo), dzięki czemu akcja jest płynna i myślenie nad jedną poszlaką nie przedłuża się na kilka stron.
Autor miał dobry pomysł, jednak trochę źle go wykonał. Mógłby pozmieniać to i owo, a wtedy lektura byłaby lepsza. Sama szkatuła Midasa, która widnieje w tytule, ma niewiele wspólnego z fabułą. Pojawia się o niej wzmianka, ale nie jest główną częścią książki, są nią raczej tajemnice Otto Lugera i Hotelu Regent.
Podsumowując: liczyłam na coś trochę lepszego. Nie będę Was zniechęcać, bo może zobaczycie więcej plusów niż ja. A może Wasze zdanie pokryje się z moim. Tak czy inaczej, zdecydujcie sami, czy przeczytacie, czy nie.
Moja ocena: 5/10
Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
- Poleciła mi ją pewna blogerka :)
zapraszam na Facebook | Lubimy czytać | napisz: lawendacorine@gmail.com