Pierwsza reguła w świecie magii Grace`ów mówi: jeśli bardzo, ale to bardzo czegoś pragniesz, to się wydarzy. Nieważne, za jaką cenę. W tym liceum rządzi rodzeństwo Grace`ów: Summer, Thalia i Fenrin. Między nimi a resztą świata istnieje nieprzekraczalny dystans; krążą plotki, że znają się na czarach. Cała szkoła desperacko pragnie znaleźć się w orbicie zainteresowań tej trójki, ale niewielu dostępuje tego zaszczytu, a jeśli już, to na krótko. River, nowa, samotna dziewczyna, także marzy o tym, by Grace`owie ją zauważyli. Nieokiełznana natura i tajemnicza aura rodzeństwa przyciągają ją jak magnes. Ona również chciałaby stać się częścią tej magii. Nikt się nie domyśla, że River także skrywa mroczny sekret. Co powstanie w wyniku połączenia takich osobowości... i mocy? I jak niszczycielskie się okaże?
Dawno nie miałam w rękach paranormal romance i trochę zatęskniłam za tym gatunkiem. Kiedy na horyzoncie pojawiła się książka Urok Grace'ów chwyciłam się jej jak tonący brzytwy w nadziei na a) coś nowego w tym temacie (biorąc pod uwagę czarodziejów) b) dużo magii. Tymczasem historia, która zapowiadała się naprawdę świetnie okazała się jednym wielkim rozczarowaniem. I wiem, że nie tylko ja tak uważam.
Urok Grace'ów to książka dosyć schematyczna, ale w końcu czego się można było spodziewać? Już po samym opisie to widać. Nowa, samotna dziewczyna, z bagażem przeszłości, pragnie wkupić się w łaski najpopularniejszej grupy w szkole, a niby zgrywa szarą myszkę, oczywiście jej się to udaje - zauważają ją, no i zaczyna się jazda. A jednak zawsze przy takich opisach mam nadzieję, na jakieś niekonwencjonalne rozwiązania ze strony autorów. Powiem wam, że tutaj trochę tak było. W pewnym momencie akcja wywraca się do góry nogami, bohaterowie wypinają się na siebie (i na czytelnika przypadkiem), a cały plan bierze w łeb. Jednak ten zwrot akcji ani trochę mi się nie podobał i mam trochę wrażenie, że wyglądało to mniej więcej tak: autorka zdała sobie sprawę z banalnego zakończenia, do jakiego zmierza i postanowiła ni stąd, ni zowąd wszystko pozmieniać. Naprawdę ni stąd, ni zowąd, bo wcześniej nic na to nie wskazywało, a na litość, takie niuanse wprowadza się w fabułę powoli!

Co do magii - kolejne rozczarowanie. Chyba największe. Miałam nadzieję, na jakieś zaklęcia, rytuały, no wiecie, coś jak Miranda w Wodospadach Cienia, albo Sabrina, nastoletnia czarownica. A tu co? Psińco! Rodzina Grace nie tyle nie para się magią, co po prostu jej to nie interesuje. Nie przyznają się do tego, nie wydają się ani trochę magiczni. Mają opinię rodziny Adamsów w mieście - tylko tyle. W domu cicho sza... Właśnie to River nakręca tę całą otoczkę magii w tej książce. Ona tak bardzo interesuje się magią, tak bardzo chce żeby oni jednak byli czarodziejami, że sama zaczyna się w to bawić. Kieruje się desperacją, która prowadzi do ignorancji i nieciekawych wydarzeń pod koniec....
Obrót wydarzeń na sam koniec wydaje się niezwykły i bardzo intrygujący. Jednak w moim odczuciu ostatnie dwa rozdziały to sceny w stylu rozwydrzonej nastolatki, którą porzuciła najlepsza przyjaciółka. Są po prostu tak samo żenujące i marne, jak reszta książki. Urok Grace'ów zostawił po sobie zły posmak, mam nadzieję jak najszybciej zapomnieć o tej powieści. Na pewno nie sięgnę po kontynuację. W jednym opis ma rację - "O tej historii wkrótce będą mówić wszyscy!", owszem mówią, ale nie pozytywnie...
The Graces, Laure Eve, 2017, Feeria, 4/10