2015/03/21

3 razy Romans [45. Filmowa Sobota]

Czyż nie obiecywałam Wam wczoraj sobotniej niespodzianki? Tak, obiecywałam. I oto jest. Zorientowałam się, że od poprzedniej Filmowej Soboty minął prawie miesiąc, błąd ten trzeba naprawić. Dlatego dzisiaj, zamiast jednego, poznacie trzy filmy, które ostatnimi czasy obejrzałam. Zapraszam.


Love, Rosie

Rosie i Alex znają się od dzieciństwa. Gdy Alex wyjeżdża z Dublina na studia do Ameryki, ich wieloletnią przyjaźń czekają ciężkie chwile. Czy znajomość przetrwa lata rozłąki i tysiące kilometrów? Czy zaryzykują wszystko dla rodzącej się między nimi miłości?

Bardzo podobał mi się ten film. Był taki prawdziwy i bardzo przemyślany. Nie brakło zabawnych momentów, ale były też chwile, kiedy chciało nam się płakać. Bardzo irytujące jest to, że główni bohaterowie to oddalają się od siebie, to znowu się zbliżają. Ale to jest właśnie najlepsze. Wspaniała gra aktorska, chociaż po połowie rola Lily Collins stała się bardzo wyraźnie przekłamana (razem z Katie wyglądały na siostry). Ogląda się bardzo przyjemnie, nie mam żadnych zastrzeżeń do tego filmu. A skoro film jest tak świetny, to jaka musi być książka, skoro wszyscy mówią, że jest lepsza?

Moja ocena: 6/6

Wymarzeni

Natalie prowadzi włoską restaurację swojej matki, która niestety nie jest zbyt popularna. Nick jest architektem, który marzy o wygraniu konkursu na most dla miasta. Oboje w zupełnej niewierze, ale jednoczesnej nadziei wrzucają monetę do legendarnej fontanny. W myśl legendy, zaczynają o sobie śnić, choć nigdy się nie spotkali. Stopniowo się w sobie zakochują, choć oboje wiedzą, że to tylko sen. Na ulicach rozmijają się, choć mają wiele okazji, aby spotkać się w realnym świecie. W końcu postanawiają się odnaleźć.

Jakoś tak przyciągnął mnie ten film. Jest kolejnym z tych, które niedawno się pojawiły, a nie było o nich w ogóle głośno. A szkoda, bo naprawdę jest świetny. Trochę baśniowy, przepiękny. Wspaniała muzyka, która z czymś mi się kojarzyła. I niby banalna, a jednak nie historia miłości jak z bajki. Aż szkoda mi było, kiedy dobiegł końca. Opowieść o poszukaniu, wprowadzaniu zmian w swoim życiu i stawianiu stanowczych kroków.

Moja ocena: 6/6

Ostatnia Piosenka

Życie siedemnastoletniej 'Ronnie' (Miley Cyrus) zostaje wywrócone do góry nogami po wstrząsającej informacji o rozwodzie rodziców i przeprowadzce ojca (Greg Kinnear) z Nowego Jorku na Tybee Island w Georgii. Trzy lata później bohaterka nadal czuje złość i alienuje się od rodziców. Matka (Kelly Preston) uważa, że najlepszym pomysłem dla córki, będzie wyjazd do ojca i spędzenie z nim lata. Ojciec Ronnie, były pianista i nauczyciel, wiedzie spokojne życie pochłonięty tworzeniem dzieła sztuki, które stanie w centrum lokalnego kościoła.

Kto nie słyszał o tym filmie? Ekranizacja bestsellerowej powieści Sparksa, którą ja bardzo długo odkładałam. Na moją niekorzyść, bo okazała się świetna. Nie wiedziałam, że jeden film może być opowieścią o tak skrajnych emocjach i wydarzeniach jednocześnie. "Ostatnia piosenka" opowiada po prostu o wszystkim: pierwszej miłości, realizowaniu marzeń, życiu po rozwodzie rodziców, śmierci, radości, muzyce. Zaskoczyła mnie rola Miley Cyrus, ponieważ mam o niej niezbyt pozytywne zdanie. Tutaj zagrała wspaniale. Miłość w filmie jest właśnie taka, jak lubię: niełatwa, niebajkowa, niebanalna, zaczyna się od prawie nienawiści. Piosenki z filmu chodzą za mną już od ponad roku i to one w większości przekonały mnie do obejrzenia. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, nie odwlekajcie tego dłużej, naprawdę warto!

Moja ocena: 6/6


Jak widzicie, same dobre filmy! A co wy polecacie na wiosnę? Może coś z innego gatunku? W moim życiu za dużo jest miłości na chwilę obecną...


11 komentarzy:

  1. "Love, Rosie " już przeczytałam. Teraz więc czas na film :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam tylko "Ostatnią piosenkę" i podobała mi się. "Love Rosie" mam w planach, tylko chyba najpierw zapoznam się z książką :)
    Za to o tym drugim filmie w ogóle nie słyszałam, ale dodaję na listę "do obejrzenia" :))

    OdpowiedzUsuń
  3. oglądałam Ostatnią Piosenkę i podobała mi się :) teraz czas na książkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też oglądałam tylko ostatni tytuł. Przyznam szczerze, że nie słyszałam wcale o dwóch poprzednich. Skoro jednak uważasz je za ciekawe i dałaś im maksymalne oceny to raczej są warte obejrzenia. Postaram się nadrobić zaległości (:

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli zaś chodzi o mnie to ja jestem człowiekiem, który wyznaje antyromantyzm, ale muszę przyznać, że "Ostatnia piosenka" wyjątkowo mi się spodobała. Ciekawa historia o emocjonującym podłożu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie oglądamy Love, rosi i jest trochę inaczej niż w książce. Jeszcze nie doszłyśmy do scen, gdzie Katie nie jest niemowlęciem.
    Widzę, że jett co oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do "Love, Rosie" - wczoraj skończyłam czytać książkę i jestem w niej totalnie absolutnie zauroczona. Filmu jestem bardzo ciekawa, ale chcę najpierw napisać recenzję powieści, a potem poznać ekranizację.
    Pierwsze słyszę o filmie "Wymarzeni", ale od razu wylądował na liście do obejrzenia. Coś mi mówi, że mi się spodoba.
    Jeśli chodzi o "Ostatnią piosenkę" to bardzo bardzo chciałam obejrzeć. Wytrzymałam 10 minut. Nie mogę, po prostu nie mogę znieść gry Miley Cyrus. Chociaż mam wrażenie, że tu nie ma w ogóle gry. Oceniam tylko na podstawie tych 10 minut, możliwe, że dalej jest lepiej. Myślę, że dam filmowi drugą szansę - zbyt wielka ochota na poznanie tej miłosnej historii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Środkowego filmu nie znam, ale pozostałe dwa bardzo mi się podobały, więc ufam, że i ten jest świetny. Jak trafi mi się więcej wolnego czasu to z pewnością się za niego wezmę. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Love, Rosie" czytałam tylko książkę, która jest po prostu tragiczna. Mi się w ogóle nie podobała, ale ile ludzi, tyle opinii. Za to "Ostatnią piosenkę" kocham całym sercem. Wzbraniałam się przed oglądaniem ze względu na Miley, ale muszę przyznać, że poradziła sobie rewelacyjnie w tej roli.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi jako film Love, Rosie kompletnie mi się nie podobał, może dlatego, że zachwyciłam się książką. A ostatnia piosenka, naprawdę świetna. Lubię takie filmy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oglądałam "Wymarzonych" i ten film był świetny! Aż sobie chyba oglądnę drugi raz... :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, uprzejmie proszę o zachowanie wszelkiej kultury w komentarzach. Każdy komentarz to uśmiech na mojej twarzy i zachęta, aby Wasze posty również komentować więc... do dzieła!